Rozdział 1

Obudził mnie śpiew ptaków. Promienie porannego, wiosennego słońca wbiły się do mojego pokoju przez odsłonięte rolety. Z trudem uchyliłam powieki, aby przez okno dostrzec jabłoń, która w wiosennej porze wypuszcza pierwsze pąki. Spojrzałam na zegar wiszący nad biurkiem, godzina 6:00. Zza drzwi wyraźnie można było wyczuć zapach naleśników, które mama przygotowywała dla mnie każdego dnia. Czułam się szczęśliwa.
Tak było...
No, może nie do końca tak...
Może lepiej zacznę jeszcze raz.
Obudziły mnie wibracje telefonu. Zaspanymi oczami spojrzałam w mały ekran. Zerwałam się z łóżka, jakby poparzona. Szybkim krokiem podeszłam do szafy, w ręce chwyciłam wcześniej uszykowane ubrania i popędziłam do łazienki. Złapałam paczkę L&M'ów leżącą na parapecie i szukając wzrokiem zapalniczki zdjęłam pidżamę. Rzucając ją w kąt podpaliłam papierosa, i nie wypuszczając go z ust zaczęłam ubierać dół dzisiejszej garderoby. Po chwili moje ręce powędrowały do kosmetyczki. Szybkie ruchy pędzlami sprawiły, że poczułam się jakby lepiej. Gasząc papierosa złapałam za moją ulubioną bluzę i włożyłam ją szybko. Spojrzałam na swoje włosy i bez chwili zastanowienia szybko je związałam. Znów spojrzałam na telefon.
-jakim cudem minęło już 20 minut!?- Chwyciłam szczoteczkę i przysięgam, że jeszcze nigdy nie umyłam zębów tak szybko. wypluwając pastę chwyciłam za paczkę papierosów i ruszyłam znów do swojego pokoju. Ubierając kurtkę wsunęłam ją do kieszeni i założyłam torbę na ramie. Zbiegając po schodach minęłam kuchnię, gdzie na blacie leżał papierowy banknot i karteczka, pozostawione wcześniej przez mamę. Szybkim ruchem zsunęłam oba papierki i ruszyłam w stronę drzwi. Zakładając buty zaczęłam czytać kartkę. "kup sobie coś na śniadanie i obiad, wrócę póżno" To już tradycja. Mama wychodziła zanim wstałam i wracała, gdy już spałam. O ile wróciła, czego nie jestem pewna. Wyszłam z domu. spojrzałam na mały wyświetlacz raz jeszcze- 7:53.
-Jasne, kurwa.- Wsuwając komórkę do kieszeni i łapiąc ramię torby zaczęłam biec. Zgniotłam mały papierek i wyrzuciłam go do kosza przebiegając obok przystanku. Po dobrych 10 minutach sprintu zobaczyłam budynek szkoły. Zwolniłam. Lekcje zaczynają się równo o 8. Jest już kilka minut po ósmej.
-Drugi raz się chyba nie spóźnię?- Powiedziałam cicho poprawiając torbę. Dopiero teraz poczułam zimny powiew wiatru, który pozostał jeszcze po zimie. Bez zastanowienia zapaliłam papierosa, którego zgasiłam w połowie łapiąc za klamkę wejściowych drzwi do szkoły. I zaczęło się... Będzie super... No... Nie do końca tak...

Komentarze